Korzystanie ze strony oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, niektóre mogą być już zapisane w przeglądarce.Więcej informacji można znaleźć na stronie: polityka prywatności

Teksty

 

LISTY DO NIEZNANEGO POETY...

Obrazy Agnieszki Sitko

 

Lapidarna symbolika przedmiotu w historii malarstwa ma swoje miejsce i rangę pod względem siły przekazu i szerokiego zasięgu znaczeń. Odczytywanie tych zakodowanych i ukrytych treści, uniwersalnej symboliki przekazu, jest intrygującym zajęciem dla odbiorcy sztuki. Takie też są obrazy Agnieszki Sitko, które poprzez konkret i detal zdają się o wiele bardziej mówić o sprawach i problemach wykraczających znacznie poza zawężony ogląd rzeczy. Dawni mistrzowie epoki Renesansu często rysowali i malowali studium draperii jako osobne wprawki, które miały swoje zastosowanie przy realizacji dużych, figuralnych kompozycji malarskich. Dzisiaj każda forma - efemeryczna, szkicowa czy monumentalna - ma swoją autonomię i odrębność. Sztuka jest wszystkim i sztuce wszystko wolno. Edward Stachura pisał kiedyś, że „wszystko jest poezją”… No tak, ale trzeba ją umieć wyłowić z materii otaczającego świata i prozy codzienności. Czy umiemy wszyscy tak patrzeć? Czy wszyscy odczuwamy rzeczywistość na sposób poetycki? Raczej nie…

 

Im dłużej zajmuję się sztuką i snuję pisane refleksje o niej, tym bardziej cenię sobie dzieła adresowane do kogoś, tzw. „komunikaty” w jakiejś sprawie. Jeżeli mają one jeszcze formę uniwersalną, to jestem skłonny wierzyć takim dziełom. Jestem wtedy przekonany, że powstały one ze źródłowej inspiracji prawdziwego przeżycia i są czymś najlepszym oraz niezwykle wyszukanym, specjalnie przygotowanym w procesie twórczym. Te intymne komunikaty wysyłamy do konkretnej osoby, jak list, a zarazem w świat. Może być to osoba jeszcze nieznana… Podobnie odbieram cykl obrazów Agnieszki Sitko, których głównym bohaterem jest zmięta kartka papieru, malowana w różnych ujęciach i wariantach, umieszczona na czerwonym, iście królewskim, purpurowym tle. Ta lapidarność wypowiedzi Agnieszki Sitko jest zdumiewająca. Pozornie błahy, porzucony, bezwartościowy, zniszczony przedmiot, zwykły śmieć, staje się nagle symbolem egzystencjalnym, dość dramatycznym przesłaniem, namalowanym tak wyraziście, ze światłocieniową pieczołowitością najdrobniejszych załamań kartki i detali, ze wspaniałą wokół czerwienią, symbolizującą (już samym swym kolorem) witalność, smak i piękno życia. Kiedy zobaczyłem te obrazy po raz pierwszy, zamurowało mnie… Jestem dość odporny na oddziaływanie dzieł sztuki, a jednak zmięte, zgniecione, samotne w swoim dramacie kratki Agnieszki Sitko poruszyły mną…

 

Umiejętność personifikacji może nasuwać różne sposoby interpretacji tych obrazów. Można powiedzieć, że są to listy do kogoś, może porzucone, może wyrzucone, narażone na peryferyjny los odpadków, ale - jak to listy - bywają bardzo ważne i w ważnej na ogół sprawie pisane… Nie wiem dlaczego, ale przypomniałem sobie, patrząc na obrazy Agnieszki Sitko, obraz Zbysława Marka Maciejewskiego p.t. „List do Vermeera”. Krakowski malarz namalował widok na stół poprzez pionowe futryny drzwi. W tym kadrze widać, jak ręka ukrytej osoby pozostawia na stole kartkę, list. Tytuł sugeruje jednoznacznie, że jest to list do Jana Vermeera van Delft, genialnego malarza holenderskiego. Maciejewski często podkreślał, że prowadzi dialog malarski z dawnymi mistrzami, że maluje współcześnie, ale nawiązuje do ich twórczości w sposób szczególny, własnym językiem i własnym pojmowaniem doskonałości warsztatowej. W obrazach Agnieszki Sitko jest także próba rzeczowej, studyjnej doskonałości, ale jej listy nie są adresowane do Vermeera… One są, według mnie, adresowane do nieznanego poety, do kogoś, kto albo już je przeczytał, albo dopiero przeczyta. Wprawdzie kartki na obrazach Agnieszki Sitko są niezapisane, ale nie wiadomo czy gdzieś pod spodem, na drugiej stronie, ktoś nie skreślił paru słów, od których zależeć może dalsze życie… Nie wiem. Każda interpretacja jest uprawniona, ale te zgniecione kartki mają w sobie jakiś milczący dramatyzm. Może tak potraktowane listy nigdy nie zostały napisane, może jeszcze ktoś napisze coś na tej kolejnej kartce, która jest jednym wielkim monodramem na purpurowym tle, otwartym poza krawędzie obrazów. Tak też obraz i słowo wiele znaczą, wiele wyrażają i uzmysławiają nam, jak poprzez zwykły motyw - przez porzucony, kruchy i papierowy przedmiot - można dużo prawdy wyrazić o sobie …

 

Prof. Stanisław Tabisz

Rektor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

Mikołów, 14 lipca 2013

 

_________________________________________________________________________________________________________________

 

 

AGNIESZKI SITKO PODRÓŻ W CZASIE

 

Młoda, szczupła kobieta szlifuje cierpliwie płytę łupka wapiennego aby umieścić na jej ciepło-szarej powierzchni rysunek, który poddaje sekretnej, wyrafinowanej procedurze, by uczynić z niego matrycę; wałkiem nakłada nań farbę; nakrywa arkuszem szlachetnego papieru; reguluje docisk; kręci korbą żeliwnej, dziewiętnastowiecznej prasy, by pod jej naciskiem kamień oddał na papier powierzony rysunek...

 

Taki obraz – film z pracowni litografii, ukazujący proces powstania dzieła sztuki graficznej za pomocą liczącej ponad 200 lat technologii powinien towarzyszyć dziś prezentacji prac Agnieszki Sitko. Współczesny widz, odwiedzający wystawę a nie będący artystą – grafikiem, wtajemniczonym w ten zabytkowy proceder, mógłby wówczas przyjrzeć się tej żmudnej pracy, w szczególny sposób jednoczącej siły fizyczne i intelektualne artysty – litografa, której właściwym celem jest obraz odciśnięty na papierze.

 

„Teatr drukowania” - frapujące przedstawienie z Agnieszką Sitko w roli głównej pomogłoby widzowi – taką mam nadzieję – wniknąć głębiej w sens i znaczenie dokonanego przez nią wyboru technicznego medium, za pomocą którego tworzy swoją wielowątkową opowieść o świecie. Nastrojowe, wielobarwne, lecz wyciszone i stonowane obrazy graficzne bardzo młodej artystki sięgają w Przeszłość tak głęboko, jak użyta do ich przywoływania technika; pojawiające się w nich przedmioty, ryciny, osoby sportretowane na starych fotografiach stają się w grafikach Pani Agnieszki znakami ponad-jednostkowej pamięci, jej plastycznymi, upełnomocnionymi reprezentantami. Agnieszka Sitko zawiera sojusz z kilkoma generacjami grafików minionych stuleci, tworząc kompozycje, które ich zbiorowemu dziełu – drzeworytniczemu opisowi minionego świata – nadają nowe, współczesne znaczenie. Ci, którzy przed laty z naukowa precyzją rytowali anatomiczne rysunki, przedmioty codziennego użytku, instrumenty optyczne i medyczne, przekazali im swą własną, życiową energię. Po upływie wielu dziesięcioleci, magia litografii współczesna artystka wyzwala tę uśpioną energię, pozwalając nam odczuć duchową obecność tych ludzi i ich z nami oczywiste pokrewieństwo genetyczne i mistyczne powiązanie. Jest mi to bardzo bliskie – i, muszę przyznać – poruszające.

 

Absolwentka katowickiej ASP, szkoły, która bezkonfliktowo godzi i twórczo eksploatuje zarówno tradycyjne, jak i najnowocześniejsze techniki graficzne, Agnieszka Sitko sprawnie posługuje się komputerem w pracy projektowej. Do budowy swych osobistych, poetyckich obrazów używa jednak XIX-wiecznego wynalazku Aloisa Senefeldera – litografii, która w przeszłości pozwoliła zjednoczyć malarstwo i grafikę, dając artystom tej miary, co Henri de Toulouse-Lautrec, Pierre Bonard czy Leon Wyczółkowski nowe narzędzie ekspresji i społecznego oddziaływania.

 

Pani Agnieszka Sitko, tak niedawno wyróżniona przez swego nauczyciela i prawdziwego Mistrza litografii, profesora Józefa Budkę za zrealizowany w jego Pracowni dyplom, przedstawia po kilkunastu zaledwie miesiącach od ukończenia swej Szkoły wiele nowych prac graficznych, poświadczających dojrzałość dokonanego przez nią wyboru artystycznej drogi. Wyobraźnia, emocjonalne zaangażowanie, determinacja i pracowitość tej artystki pozwalają mi wierzyć, że sztuka litografii, ujawniając wciąż nowe możliwości kreacyjne, pozostanie atrakcyjna dla twórców młodego pokolenia a PT Widzom dostarczać będzie nadal emocji i głębokich wzruszeń.

 

Prof. Grzegorz Banaszkiewicz

grudzień 2004 r.